poniedziałek, 4 stycznia 2016

Hidalgo - Ocean Ognia (Hidalgo)

Ekranizacja opisująca losy jeźdźca Franka Hopkinsa i jego malowanego konia - mustanga Hidalgo. Biorą oni udział w liczącym 3000 mil wyścigu, ciągnącym się przez pustynie Arabii Saudyjskiej.

Gatunek: Przygodowy
Produkcja: USA
Premiera (świat): 17 lutego 2004
Premiera (Polska): 26 marca 2004
Reżyseria: Joe Johnston
Scenariusz: John Fusco
Czas trwania: 2h 16min. 

 Film rozpoczyna się urywkiem wyścigu przełajowego, gdzie widzimy zwycięstwo głównego bohatera - Hopkinsa (Viggo Mortensen) i jego mustanga. Poznajemy wtedy także „taktykę” kowboja, która będzie się nieustannie powtarzać. Następnie ukazano wątek historyczny - masakrę pod Wounded Kne, kiedy to wymordowano dużą liczbę Lakotów. Na co dzień Frank jest kurierem poczty konnej. Porzuca jednak chwilowo swoją pracę, by za namową wielu osób wziąć udział w wyścigu zwanym „Oceanem Ognia” - Wielkim Wyścigu Beduinów. Odbywa się on co roku od ponad tysiąca lat, na dystansie 3000 mil, przez Saharę. Można się domyślić, że stają do niego najlepsi jeźdźcy i najlepsze konie. Choć i tak wielu ulegnie morderczym promieniom pustynnego słońca i podstępnym piaskom. Rzec możemy - samobójstwo, jednakże większość uczestników igra z niebezpieczeństwem w pogoni za wysoką nagrodą pieniężną i sławą. Naszego bohatera czeka długa podróż przez morze, podczas którego poznaje majora (Malcolm McDowell) i lady Davenport (Louise Lombard). Na miejscu startu nawiązuje kolejne znajomości, m.in. ze swoim nowym, nieco... nawiedzonym sługą (Harsh Nayyar), z szejkiem Rijadem (Omar Sharif) i córką szejka - Jazirą (Zuleikha Robinson). Mają miejsce krótkie przygotowania do gonitwy. I w końcu ruszyli... Setka koni czystej krwi z Arabami na grzbiecie i Hopkins na Hidalgo. Oj, będzie się działo i bez niespodzianek się nie obejdzie!

Film z pewnością jest wielu z Was znany - sama nierzadko miałam przyjemność widzieć go w telewizji. Czyżby doceniono dobre filmy z czterokopytnymi w roli głównej? Według mnie „Hidalgo” jest zdecydowanie godny pochwały. Wiele osób zwraca uwagę na jego styl, ograniczenie do minimum efektów specjalnych. Daje to wrażenie realności i tworzy ciekawy klimat. Przyczynia się do tego także niebanalna ścieżka dźwiękowa, którą stworzył James Newton Howard. Zapewnia ona dynamizm scen, a w niektórych momentach nawet wzrusza. Raj dla oka stanową pustynne krajobrazy, towarzyszące naszemu bohaterowi właściwie przez cały czas. Pustynia o brzasku, pustynia w palących promieniach południa, pustynia skąpana w ciepłym świetle zachodzącego słońca, a w nocy przeniknięta zimnem. Wnikliwi zauważą też nieco humoru, który dodatkowo umila czas spędzony przed ekranem. Jak w przypadku każdej ekranizacji, i tu możemy dostrzec pewne wady. Niektóre postacie mogłyby się nie pojawić, niektóre sceny można uznać za niepotrzebne i nic niewnoszące do akcji. Wielu produkcję uważa za po prostu zbyt długą. Niemniej jednak dla mnie oglądanie tego dzieła było czystą przyjemnością. Mojej uwadze nie umknęła piękna więź łącząca głównego bohatera i jego malowanego konia. Bo nie każdy koń zrobiłby tyle dla człowieka. Niósł go przez niekończące się piaski pustyni, ratował jego życie, sam narażając się na niebezpieczeństwo, dawał z siebie wszystko, gdy wydawało się, że nie zostało mu już nic. Samo spojrzenie końskiego bohatera przepełnione jest miłością do Franka. Mężczyzna to docenia i odwzajemnia. Niejednokrotnie powtarza: „Nie wolno krzywdzić mojego konia”.
Cóż mogę więcej powiedzieć, po prostu szczerze polecam obejrzeć ten piękny, urzekający film!

Opis
Oglądaj online: cda.pl, zalukaj.tv, seansuj.pl
Pobierz: cda.pl (Lektor PL), chomikuj.pl (avi) (Lektor PL), chomikuj.pl (rmvb) (Lektor PL)





A ja miałam przyjemność odwiedzić kolejną wspaniałą stadninę... Jeździłam na klaczy Piawa - ach, jak marzenie... :)


Pozdrawiam!

Invis~

sobota, 19 grudnia 2015

„Hucuły - konie połonin” Marek Piotr Krzemień, Włodzimierz Kario


 Literatura raczej dla typowych pasjonatów rasy huculskiej, duża dawka historii, ale też nieco zetknięcia z współczesnym znaczeniem tych koni dla ludzi. Barwnie wydany album
w interesujący sposób przedstawia konia huculskiego, popularyzując naszego przyszłego konia rodzinnego.

Liczba stron: 128
ISBN: 83-85331-01-8
Data wydania: 1991
Wydawnictwo: Parol Company Kraków
Okładka: twarda

Konie huculskie były od stuleci nieodłącznym, wiernym towarzyszem mieszkańców Wschodnich Karpat - ściśle związane z folklorem tego regionu. Dzięki swym walorom użytkowym rozprzestrzeniły się na tereny sąsiednie spełniając w warunkach górskich funkcje doskonałego konia wierzchowego i jucznego, oraz równocześnie niezawodnego pociągowego konia rolniczego. Wydawało się, że konie te nie wytrzymają konkurencji z mechaniczną siłą pociągową i stracą rację bytu, jednak współcześnie nawet w wysoko uprzemysłowionych krajach Europy Zachodniej da się zaobserwować wzrost pogłowia małych koni użytkowanych przede wszystkim jako konie wierzchowe (głównie dla dzieci) lub zaprzęgowe. W Niemczech utarło się już pojęcie konia rodzinnego (das Familienpferd), które staje się popularne także w innych krajach. To tyle słowem wstępu i przedstawienia naszej rodzimej rasy.

Książka, a właściwie album rozpoczyna się wprowadzeniem czytelnika w szczegóły dotyczące rasy huculskiej. Następnie poznajemy Huculszczyznę i jej mieszkańców - Hucułów. Autor jest doskonale zapoznany ze zwyczajami tych ludzi i, jak sam wspomina, za ważną rzecz uważa wiedzę nie tylko o koniu, ale też o jego ojczyźnie i ludziach, którzy przyczynili się do jego wytworzenia. W dalszej części opisana jest dokładnie budowa hucułów, ich umaszczenie, a także wyodrębnione cztery, nieoficjalne typy konia huculskiego. Kolejnym, obszernym działem, jest "Historia hodowli konia huculskiego" z podziałem najpierw na przed I WŚ, okres międzywojenny i czas po II WŚ, a później na hodowle w Rumunii, Ukraińskiej SRR oraz Czechosłowacji. Po historii przechodzimy do genealogii. Zawarto tu zdjęcia ważnych w hodowli klaczy i ogierów, opisy poszczególnych rodów oraz główne linie i drzewa genealogiczne wybranych koni. Na koniec autor opowiada o dzisiejszym użytkowaniu konia huculskiego oraz o górskiej turystyce konnej - być może przyszłości tej niepozornej rasy.

Początkowo treść książki nie była zachęcająca i momentami się nudziłam. Nie musi to być jednak wina autora, lecz moja niedostateczna wiedza w pewnych dziedzinach. Dział historii mnie pozytywnie zaskoczył, gdyż był całkiem ciekawy, a osobiście nie należę raczej do fanek ciekawostek historycznych. Całą książka jest zdecydowanie rajem dla zagorzałych hodowców, ponieważ zawiera mnóstwo informacji o założycielach rodów hucułów, pokazane są szczegółowe losy tej rasy od roku 1856 (oraz wzmianki jeszcze z lat poprzednich). Ogromnym atutem bez wątpienia są zdjęcia, które zapełniają większość stron. Wprawdzie wiele z nich jest typowo amatorskich, jednak z niektóre przykuwają uwagę i oddają całkowite piękno konia. 
Według mnie powstanie takiej książki jest godne pochwały, gdyż należy chwalić się tak wspaniałymi
i zasłużonymi, a przede wszystkim - naszymi, końmi.






Mieliście kiedyś styczność z tymi końmi?
Moja koleżanka jest posiadaczką ślicznej klaczy huculskiej - Nadii, ma nawet własną stronkę - klik! :)

Dawno mnie tu nie było... Poznajcie zatem Wikinga - konika polskiego, na którym mam przyjemność aktualnie jeździć.



Invis~

piątek, 31 października 2014

Derby

Film o tym, że z nawet z największych kłopotów da się wyjść, a miłość (nie tylko ta do koni) nie umiera nigdy.

Gatunek: Melodramat
Produkcja: Kanada, USA
Premiera (świat): 17 czerwca 1995
Reżyseria: Bob Clark
Scenariusz: Heather Conkie, Joseph Pipher, Charles Rath
Czas trwania: 1h 36 min.

Katie Woods (Joanne Vannicola) zdobywa patent dżokeja i zdawać by się mogło, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Do tego ma przy sobie cudownego faceta Cassa (David Charvet)  i jeździ na wspaniałej, ponoć najszybszej klaczy Crystal Sky. Niestety, jej szczęście szybko zostaje zburzone przez wieść o śmierci matki. Wkrótce wyjeżdża, by po 6 latach powrócić w rodzinne strony z powodu choroby ojca (Len Cariou). Przywozi ze sobą narzeczonego, Erica (Dean McDermott). Nie zastaje już w stajni swojej ulubienicy, ale zamiast niej jest Caliope - jej córkę. Z czasem ojciec bohaterki umiera, zostawiając po sobie ogromne długi. Co zrobi Katie? I jak potoczą się jej sprawy sercowe?

Przyznam szczerze, że film mnie nie zachwycił. Nie jest on oczywiście zły - w żadnym wypadku! Jednak po obejrzeniu wielu naprawdę dobrych filmów ten jest po prostu przyjemną ekranizacją na popołudnie. Bardzo szybko można się domyślić zakończenia, reżyser słabo postarał się po względem zaskakiwania odbiorcy. Zdarzają się całkiem ciekawe sceny, ale za mało wnoszą one do całości. Podobała mi się Katie oraz Cassa, choć - z powodu mojej małej wiedzy o aktorstwie - jest to bardziej ocena subiektywna. Końscy "aktorzy" spisują się na medal pod każdym względem. Od czasu do czasu pojawiają się przepiękne krajobrazy. Same ujęcia są w większości dość nudne, nie ma tutaj tej mojej ulubionej "zabawy" kamerą, co zdecydowanie odejmuje uroku. Ścieżka dźwiękowa jest dosyć uboga i wprawdzie przyjemna, jednak nienadzwyczajna. Oczywiście filmu Wam nie odradzam, ale nie oczekujcie po nim zbyt wiele :)


Przepraszam za jakość zdjęć, ale nie mogłam znaleźć żadnych w internecie (świadczy to jednocześnie o małej popularności tego filmu), więc robiłam screeny podczas oglądania.

 

 

 


Ładny pyszczek, nie sądzicie? :)


Pozdrawiam!

Invis~ 

czwartek, 27 lutego 2014

Jappeloup

Historia pięknego Jappeloupa i jego jeźdźca Pierre'a Duranda.
O tym, że do spełnienia marzeń dążyć trzeba, jednak niekoniecznie za wszelką cenę i kosztem innych.

Gatunek: Biograficzny, Dramat
Produkcja: Francja
Premiera (świat): 13 marca 2013
Reżyseria: Christian Duguay
Scenariusz: Guillaume Canet
Czas trwania: 2h 10min.

Pierre (Guillaume Canet) to bardzo dobry jeździec, biorący udział w zawodach skokowych. Startuje na dobrych koniach i osiąga sukcesy. Jak każdemu, zdarzają mu się upadki - mniej i bardziej poważne, ale nie mają one dla niego większego znaczenia.
Z czasem pasję musi pogodzić ze studiami, potem z pracą, a że nie najlepiej na tym wychodzi - konie idą "w odstawkę". Po pewnym czasie jego ojciec zakupuje karego, niewielkiego (158cm w kłębie) Jappeloupa, którego Pierre kiedyś przekreślił, nie dając mu żadnych szans w dyscyplinie skoków. Jak się okazuje, koń potrafi naprawdę niewiele. Co zrobi Pierre? Nadal pozostanie krytycznie nastawiony do wierzchowca czy zerknie na niego łaskawszym okiem? Przekonajcie się sami!
Muszę przyznać, że już dawno nie oglądałam tak dobrego filmu i tak trzymającego w napięciu! Przy oglądaniu siedziałam jak na szpilkach, emocjonując się każdą zrzutką, każdym sukcesem, jakbym sama była jeźdźcem czy luzakiem. Dodam, że po przeczytaniu króciutkiego opisu fabuły na jakiejś stronie zrozumiałam, że zdarzy się tu jakaś tragedia czy coś w ten deseń. Jednak widzimy tu kilka małych dramatów, żaden natomiast nie jest wybitnie drastyczny. Może owy opis był napisany we współpracy z reżyserem w celu osiągnięcia większej oglądalności... Choć i bez takich dzieło to zasługuje na obejrzenie. Zafascynowała mnie wręcz "zabawa" kamerą - widać tak wiele ująć, z przeróżnych perspektyw, spowolnienia, połączenia małych epizodów - uwielbiam takie bajery i jest to ogromny atut filmu. Kolejny pozytyw to ścieżka dźwiękowa, która przyczynia się też do wspomnianego napięcia i niepewności, co wydarzy się za parę sekund. Mamy swego rodzaju pouczenie, wypływające z ust sympatycznej Raphaëlle, dotyczące stosunku Pierre'a do Jappeloupa. Nie zabrakło również niesamowitych i pięknych momentów, gdzie się naprawdę wzruszyłam. I przede wszystkim - niebanalność, coś innego, dotychczas nie spotkałam się z taką produkcją. Oglądałam już końskie biografie - w końcu "Ruffian" czy "Secretariat" pokazują prawdziwe historie, ale tam reżyser skupia się przede wszystkim na koniu. Tu koń jest tak samo ważny jak jeździec. Chciałabym napisać więcej, bo jestem oczarowana tą ekranizacją, lecz wymagałoby to przytaczania kolejnych scen, a nie chcę Wam jeszcze bardziej spojlerować. Naprawdę, gorąco polecam!


 

 

 


Invis~ 

czwartek, 13 lutego 2014

„Niosąca radość” Krzysztof Czarnota

Nie jest to wprawdzie książka o wątku wyłącznie końskim, myślę jednak, że koni także w niej nie brakuje, dlatego postaram się Was zachęcić do przeczytania tej niezwykłej powieści.

Liczba stron: 220 (zależnie od wersji także 168, 174)
ISBN: 83-7298-407-7
Data wydania: 06.06.2003
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Okładka: miękka

35-letni Wojciech to zabiegany mieszkaniec Warszawy. Przypomina typowego "mieszczucha": dobra praca, luksusowe, wciąż inne samochody, mnóstwo znajomych... Żyć nie umierać, prawda? (Choć to rzecz gustu). Pewnej soboty, jadąc z nieprzyzwoitą prędkością, potrąca psa. Sumienie nie pozwala mu zostawić zwierzęcia i zawozi je do lecznicy. Przy okazji poznaje Marysię - miłą panią weterynarz. Pies powoli dochodzi do siebie. Mimo, że to rasowy briard, właściciel się nie zgłasza i, ku zdziwieniu wszystkich, nasz bohater postanawia przygarnąć zwierzaka. Pointa (bo tak pies został nazwany) staje się przyjacielem Wojtka i towarzyszy mu niemal wszędzie. Podczas jednego ze spacerów niespodziewanie spotyka jeżdżącą konno panią weterynarz. Jak się okazuje, Marysia jest pasjonatką koni i jeździectwa i bez trudu zaraża tą miłością właściciela Pointy. I choćbym chciała, więcej Wam nie zdradzę.
Trafiłam zarówno na pozytywne, jak i negatywne opinie o tej książce. Osobiście jak najbardziej oceniam ją pozytywnie. Mało tego, myślę, że jest to jeden z lepszych utworów, po jakie miałam okazję sięgnąć. Może nie ma tu dogłębnych przemyśleń, wątków pełnych wartkiej akcji, a jednak jest to ta książka, którą odkładam kilka razy w ciągu dnia, by tyle samo razy z powrotem po nią sięgnąć, nie mogąc oprzeć się jej urokowi. Nie brak tu humoru, sprawiającego, że książkę czyta się niezwykle szybko, przeplatanego refleksjami bohatera. Zaczynając jej czytanie, pełna entuzjazmu już nie mogłam doczekać się poznania tytułowej Niosącej Radość. Jak się domyślacie, byłam święcie przekonana, że jest nią oczywiście jakaś niezwykła klacz. Ale czy na pewno?
W czasie czytania zorientowałam się, jak wiele ogólnej wiedzy mogę nabyć: fachowo poruszany jest wątek losu koni skazanych na rzeź, arabów, psów rasy briard czy słynnych aukcji w Janowie Podlaskim. Wiadomości te są umiejętnie wplecione, by w żadnym wypadku nie zanudzić czytelnika. Nie brakuje tu też chwil wzruszenia i smutku. Pięknie pokazana jest magia drzemiąca w czterokopytnych (i nie tylko) stworzeniach, ich więź z człowiekiem. Minusem może być fakt, że autor nie zagłębia się w poruszane problemy, przeskakuje od jednego do następnego, a ja bym chętnie dowiedziała się, co postanowił bohater w związku z zaistniałą wcześniej sytuacją. Jednak dla niektórych mój minus może być plusem. Głównym zamysłem powieści jest ukazanie, jak żyją dziś ludzie, jak można swoją egzystencję zmienić i naprawdę zacząć żyć, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. I jak niewiele do szczęścia nam potrzeba. 


Inne wydanie

Nie miałabym nic przeciwko, żeby cieplejsze dni zbliżały się szybciej, bo dość mam tego wszędobylskiego błotka :)



Otrzymałam nominację do Liebster Blogger Award od Małgosi Kułaga, za która serdecznie dziękuję. Szczegóły tutaj.

Serdecznie polecam!
Invis~

wtorek, 28 stycznia 2014

Derby (The Derby Stallion)

Film opisujący historię nastoletniego Patricka, który odnajduje w sobie miłość do koni, po drodze borykając się z problemami rodzinnymi. W roli głównej Zac Efron.

Gatunek: Dramat, Familijny
Produkcja: USA
Premiera: 4 lipca 2005 (świat)
Reżyseria: Craig Clyde
Scenariusz: Kimberly Gough
Czas trwania: 1h 38min.

Patrick sprawia wrażenie bezbronnego, samotnego, nielubianego i pokrzywdzonego przez los nastolatka. Ojciec oczekuje, żeby stał się takim jak on - idealnym graczem w baseball. Chłopak jednak nie przejawia zainteresowań ojca, większość czasu spędza z Houston Jonesem - byłym jeźdźcem, zwycięzcą Derby. Houston nie cieszy się szacunkiem wśród ludzi z powodu swoich problemów z alkoholem. Wkrótce Patrick wyjawia mu, że pragnie jeździć konno i wziąć udział w wyścigu. Spotyka się to z początkowym sprzeciwem rodziny, ale do czasu. Poznaje też pewną dziewczynę. Jego "trener" kupuje mu konia - Rusty, kiedyś typowanego do udziału w wyścigu. Bohater jest zawiedziony, że nie może od razu zacząć jeździć, jednak Jones pragnie na początku stworzyć silną więź łączącą przyszłego jeźdźca z koniem. Gdy koń zaczyna ufać Patrickowi, zaczyna się nauka jazdy. Niestety, Jones ma już swoje lata i pewnego dnia umiera. Czy bohater w tej sytuacji weźmie udział w Derby? Przekonajcie się sami!
Mimo braku sympatii do Zaca, nie byłam sceptycznie nastawiona do tego filmu. Nie jest to wybitnie kreatywna ekranizacja, nie zostałam zaskoczona. Część scen jest bardzo dobra, część - banalna. Dostrzegam tu też nieco sztuczności. No i ta "filmowa" nauka jazdy konnej... Pierwsze podejście kończy się glebą, zanim jeździec usiadł w siodle. Kolejne natomiast jest idealne. Czas więc ruszyć, prawda? Jednak tu każde przyłożenie łydki wprawia konia w cwał, a jeźdźca sprowadza na ziemię. I to aż cztery razy! Potem idealnie trzyma się on w siodle... Ale cóż poradzić, taka już jeździecka rzeczywistość na ekranie. Jednocześnie wciąż trafiamy na głównego rywala Patricka, który konia traktuje bez najmniejszego szacunku. Taką "walkę" mamy w bardzo wielu filmach. Minusem technicznym może być fakt, że film jest dostępny tylko w wersji z napisami. Mimo tych wszystkich wad oglądało mi się go całkiem przyjemnie.

Opis 

 

 


I w końcu nadeszła ta wyczekiwana przez wielu zima... ;3


Dziś publikuję również obiecaną przeze mnie podstronę z gazetami jeździeckimi -> http://konie-filmy-ksiazki.blogspot.com/p/blog-page_25.html
Brakuje tam jeszcze niektórych informacji, ale mam nadzieję, że szybko uda mi się je uzupełnić.

Pozdrawiam!

Invis~

środa, 22 stycznia 2014

Czasopisma jeździeckie

Dzisiejszy post jest, jak na mnie, zdecydowanie nietypowy, ponieważ nie podaruję Wam kolejnej litanii chwalącej bądź krytykującej film/ książkę, a mam pewien pomysł, o którego słuszności chcę się dowiedzieć
od nikogo innego, jak od czytelników :)





Co sądzicie o stworzeniu podstrony z aktualnymi czasopismami, magazynami jeździeckimi, którą regularnie aktualizowałabym o najnowsze wydania?

Gazety czytają niemal wszyscy, a o istnieniu pewnych końskich czasopism niektórzy nie mają pojęcia. Chciałabym więc Wam przybliżyć każdy z wydawanych magazynów i informować, gdy pojawiać się będzie kolejny numer. (Hmm, może powinnam o tym poinformować te wszystkie wydawnictwa, zarobiłabym na reklamie... :D)

A skoro już organizacyjnie - kochani, dziękuję Wam za 9 000 wyświetleń, 550 komentarzy i ponad 120 obserwatorów! To dla mnie ogromna motywacja :3

Pozdrawiam.

Invis~

sobota, 11 stycznia 2014

Harmonia jeźdźca i konia. Centered Riding. Sally Swift

Książka pozwalająca doświadczyć w jeździectwie tego, co niektórzy osiągają niemal od razu, a inni w ogóle bądź po latach ciężkiej pracy - stworzenie z koniem jednej, żywej istoty, połączonej z dwóch, jakże odmiennych organizmów i wzajemnie uzupełniających się.

Liczba stron: 185
ISBN: 9788387914905
Wydawnictwo: Galaktyka
Okładka: miękka 

Na pierwszy rzut oka to poradnik jeździecki, jakich wiele. Ale już na kolejnych stronach nawet ci mniej spostrzegawczy zauważą, jak bardzo różni się od innych. Niektóre zagadnienia już w spisie treści są intrygujące - "Udawaj, że jesteś koniem.", "Przepływ energii.", czy "Funkcje naszego mózgu." Pod każdym tytułem kryją się niezwykle oryginalnie przedstawione metody pomagające dogadać się z koniem. Autorka pisze, że koń zrobi za nas niemal wszystko sam, trzeba mu tylko na to pozwolić. W galopie naszym zadaniem jest nie przeszkadzać pędzącej pod nami istocie. Uświadamiani jesteśmy, jak ważną rolę podczas jazdy odgrywa nasz oddech i w ogóle jego obecność - wielu jeźdźców pewnie nieświadomie wstrzymuje w siodle oddech. A czy Was nie ogarniałby strach, gdyby Wasz koń co chwilę przestawał oddychać? To samo dzieje się w drugą stronę. Wciąż mowa jest przede wszystkim o rozluźnieniu, więc, jeśli ktoś dotychczas miał co do tego jakieś wątpliwości, to ta książka je dobitnie rozwieje - rozluźnienie to podstawa. Przedstawione są szeregi najprostszych ćwiczeń, pozwalających rozluźnić nasze mięśnie. Nie brakuje także (z czym spotkałam się chyba pierwszy raz w tego typu książkach) ogromnego zaangażowania naszej wyobraźni i wykorzystania jej w jeździe. "Oddychaj całym ciałem. Wyobraź sobie, że twoje ciało od głowy do stóp to wielka elastyczna rura, przez którą przechodzi powietrze" (Rys. 7, str. 13); "Bądź świerkiem. Rośnij wysoko w górę, pozwól gałęziom rozrastać się we wszystkie strony, a korzeniom ciągnąć głęboko w dół" (Rys. 59, str. 54); "Wyobraź sobie jeszcze raz, że jesteś marionetką wiszącą na sznurkach przyczepionych do czubka głowy"(Rys. 97, str. 96).
W książce nie ma dużej ilości zdjęć i są one czarno-białe. Większość treści obrazują rysunki autorstwa Jeana MacFarlanda - swoją drogą, konie rysuje przepięknie, choć jego prace nie są bardzo szczegółowe. Każdy temat podsumowany jest wskazówkami, o czym należy pamiętać oraz efektami, jakie w ten sposób osiągniemy (te efekty są w moim odczuciu sporą motywacją).
Pani Swift pokazuje nam od początku całą drogę jeźdźca. Sądzę, że bardziej przyda się już doświadczonym osobom, które będą musiały cofnąć się do nauki stępa i tam dokładać kolejne elementy i tak po kolei. Chociaż amator teoretycznie również mógłby wprowadzać te wskazówki od razu w życie - pytanie tylko, ile z tego zrozumie i faktycznie wykorzysta.
Książkę czyta się niezwykle lekko i przyjemnie, język jest przystępny i łatwy w odbiorze, choć z pewnością ogromną rolę odgrywają tu wspomniane przeze mnie wcześniej nasze odczucie wewnętrzne. Ktoś sobie pomyśli, po cóż autorka każe nam być świerkiem, rurą czy marionetką. Cóż, ja się z łatwością poddałam magii myślenia autorki i sądzę, że nie tylko ja. Szkoda, że nie urodziłam się trochę wcześniej i nie poruszyłam nieba i ziemi, by móc mieć choć jeden trening z tak niezwykłą osobą, jak Sally Swift...

Opis

 

 

Niedawno po raz kolejny zostałam nominowana do Versatile Blogger Awards przez Versemovie. Tym razem jednak zrezygnowałam z  nominowania blogów, fakty wciąż pozostają aktualne. Szczegóły tutaj: http://konie-filmy-ksiazki.blogspot.com/2013/05/versatile-blogger-award.html

Zdecydowanie polecam! Pozdrawiam :)

Invis~

środa, 25 grudnia 2013

„Gypsy Colt”

"Gypsy Colt" to chyba najstarszy oglądany przeze mnie film
o koniach, bowiem powstał w roku 1954. Można to więc potraktować jako ciekawą lekcję historii telewizji. Różnica
w porównaniu z dzisiejszymi ekranizacjami jest naprawdę ogromna.

 Gatunek: Familijny, Western
Produkcja: USA
Premiera: 3 marca 1954 (świat)
Reżyseria: Andrew Marton
Scenariusz: Martin Berkeley
Czas trwania: 1h 12min.

Gypsy to przepiękny kary koń z białą odmianą na czole. Prawdę mówiąc, strasznie przypomina mi Czarnego Księcia, jednak Gypsy, poruszając się, unosi ogon do góry, jak arab (głowy jednak zbyt arabskiej to on nie ma). Toteż kwestię rasy będziecie mogli rozstrzygnąć sami. Jest on ulubieńcem małej Meg MacWade, właściwie to całej ich 3-osobowej rodziny. Czy spotkaliście kiedyś konia, który codziennie punktualnie przybiegałby po Was do szkoły? Taki był właśnie ten kary wierzchowiec. Jednak długotrwały brak deszczu w odosobnionej miejscowości zmusza rodziców Meg do sprzedaży ulubieńca. Gypsy, ogromnie przywiązany do dziewczynki, ucieka z powrotem do domu, jednak nadaremnie. W końcu wywieziony zostaje do Greenway Park, by wziąć udział w wyścigu. I, ku zdziwieniu wszystkich, stamtąd również ucieka. Droga do domu nie jest jednak łatwa - ponad 500 mil, przez pustynie i podobne pozbawione normalnych warunków obszary. Czy jakikolwiek koń byłby w stanie pokonać tę drogę, nawet Gypsy? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie.
Fabuła filmu nie jest może zbyt oryginalna i zaskakująca, lecz całość ogląda się bardzo przyjemnie. Gypsy, według mnie, nieco kontrastuje z resztą: nie można oczekiwać wybitnego tła w filmie z tamtych lat, jednak sam Gypsy nawet dziś postrzegany byłby jako wspaniały i przepiękny koń. Do tego szybki, wytrwały
i waleczny. Dostrzec można też nieco komizmu, szczególnie w zakończeniu. Cały film w moim odczuciu nie wyglądał na zbyt smutny, oprócz pewnej sceny na pustyni, jednak powodem tego może być stara muzyka towarzysząca wielu scenom. Nie brakuje tu także scen przemocy nad bezbronnym zwierzęciem - jakże często dziś spotykanej. Gypsy przedstawiony jest tu jako istota o wielkim sercu, niezwykle przywiązana
do właścicieli, a miłość, jaką ich darzy jest zdecydowanie odwzajemniona. Krótko mówiąc, chciałabym mieć takiego konia jak ten :)


 

 


Na zakończenie zdjęcie Hiszpana - jednego z koni w szkółce, w której ostatnio jeżdżę :)

 
Jak Wam mijają święta?

Pozdrawiam!

Invis~ 

sobota, 7 grudnia 2013

„Zatańcz z nim” (Danse avec lui)

Film ten chciałam obejrzeć od bardzo dawna. Tytuł niezwykle mnie zaintrygował :) Pokazane jest tu, jak trudno czasem wrócić do jeździectwa po ciężkim wypadku, ale też dobitnie uzasadnione, dlaczego "Nigdy nie rezygnujemy z koni".

Gatunek: Dramat obyczajowy
Produkcja: Francja
Premiera: 21 lutego 2007 (świat)
Reżyseria: Valérie Guignabodet 
Scenariusz: Valérie Guignabodet
 Czas trwania: 1h 58min

Alexandra ulega poważnej kontuzji w zawodach skokowych, jej koń musi zostać uśpiony. W tym samym czasie dowiaduje się
o zdradzie męża, który w dniu jej wypadku tragicznie ginie
w zderzeniu z ciężarówką, jadąc właśnie do szpitala. Kolejne sceny widzimy dopiero 3 lata po wypadku. Bohaterka jest zdystansowana do otaczającego świata, nie wraca do dawnej pasji. Jednak podczas jednego z dłuższych wyjazdów trafia do stajni pewnego starszego pana, który wprowadza ją w magię jeździectwa. Początkowo kobieta się opiera, sama jazda również nie jest dla niej zupełną przyjemnością. Poznaje tam Miguela - kaskadera, który przywozi do stadniny wspaniałego, lecz narowistego konia (wygląda mi on na lusitano, ewentualnie andaluza, ale nie sugerujcie się moimi mniemaniami - w każdym bądź razie jest piękny). Początkowo ignoruje on wszystko i wszystkich, z czasem Alexandra zdobywa jego szacunek i zaufanie, by ostatecznie go dosiąść. Osobiście odniosłam wrażenie, że koń ten reprezentuje sobą postawę Alex - nieufny, buntujący się, z czasem łagodnieje i pozwala sobie pomóc. Ta jazda jest dla niej swego rodzaju przełomem, nie poddaje się po upadku i próbuje ponownie wykonać piruet - tym razem już bezbłędny. Po tym jej instruktor oznajmia, iż Alex już go nie potrzebuje. Jej miejsce zajmuje dziewczyna, która kiedyś opiekowała się koniem Alexandry (tym, którego uśpiono po zawodach).
Piękna muzyka, niezwykły klimat oraz wspaniała sceneria tworzą cały urok filmu. Jest to film francuski
i według mnie jest to bardzo trafne dopasowanie do dyscypliny ujeżdżenia, której elementów w filmie nie brakuje. Urzekły mnie sceny lekcji jazdy konnej, gdy Alex w całkowitej harmonii jeździła na swoim ulubieńcu, a instruktor wydawał polecenia (oczywiście film jest z lektorem, jednak słychać jego francuskie słowa) - było w tym tyle gracji, magii.. A wszystko uwieńczone cudownymi dźwiękami m.in. pianina
i skrzypiec. Poznajemy też wiele pięknych stwierdzeń związanych z końmi. Ach, byłabym zapomniała - niezwykle oryginalnie przedstawiony został fragment podczas przejazdu bohaterki na zawodach - wszystko widzimy z jej perspektywy, być może kamerka była gdzieś na jej ubraniu. W każdym bądź razie daję za to ogromny plus. Aby nie było tak idealnie - zdarzają się momenty nudnawe, gdzie brak jest akcji i tej niezwykłości filmu, ale są one zazwyczaj ładnie rekompensowane przez kolejne sceny. Osobiście polecam :)

Opis
Oglądaj online: moovie.tv, emultikino.pl
Pobierz (avi) (Lektor PL)


 

 

 

 

A Wy oglądaliście ten film?

Macie tutaj mnie na Galicji :> Zdjęcie jeszcze z tej pięknej, ciepłej jesieni...



Pozdrawiam!

Invis~

piątek, 22 listopada 2013

„Wyścig śmierci” Maggie Stiefvater

Książka, a właściwie e-book, trafiła w moje ręce niedawno i z miejsca ją pokochałam. Jest to historia Puck i jej ukochanej klaczy Dove, historia Seana i nieposkromionego Corra. Historia niewielkiej wyspy Thisby, na której każdy bohater jest jej niezbędną częścią.

 Tytuł oryginału: The Scorpio Races
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 3. października 2012
ISBN: 9788325905828
Liczba stron: 488 (w e-booku 323)
Język: polski

Brak pieniędzy jest coraz większym problemem rodziny Connollych. Kate, zwana Puck, wbrew wszystkiemu postanawia wziąć udział w słynnym Wyścigu Skorpiona, w którym za podium przyznawane są wysokie nagrody pieniężne. I mógłby być to wyścig, jakich wiele. Lecz tutaj walka toczy się między końmi wodnymi. Co roku, jesienią, eich uisce wyłaniają się z morza. "Konie wodne są głodne i gniewne, agresywne i piękne, nienawidzą nas i kochają". Tak naprawdę przez cały utwór są zagadką, tajemnicą nie do rozszyfrowania. Mogą zabić, atakując swymi obnażonymi zębami, stratować kopytami, bądź ponieść w morskie odmęty. Kate nie chce jechać na koniu wodnym również ze względu na rodziców, którzy zginęli przez te zwierzęta. W końcu postanawia wystartować na niewielkiej, kochanej Dove. Wkrótce poznaje Seana Kendricka. Nie sposób go nie znać, bo całe jego życie kręci się wokół koni. Sean wszystkich ludzi trzyma na dystans, mówi niewiele, a i tak wszyscy go szanują, kocha swojego each uisce Corra, na którym zwyciężył w wyścigu już Czterokrotnie. Jednak okoliczności wciąż przyciągają do siebie tych dwoje, aż w końcu Sean zakochuje się w Kate. Nie okazuje jednak tego, nie byłoby to zresztą w jego stylu. Ale tylko jej pozwala dosiąść Corra, tylko jej towarzyszy wieczorem na klifach i tylko ją obdarza pocałunkiem. Deklaracja dziewczyny na udział w wyścigu spotyka się z krytyką i potępieniem. Jak w tej sytuacji postąpi Kate? Ujawnię, że zakończenie dobitnie pokaże, jaką miłością koń potrafi obdarzyć człowieka.

To chyba najpiękniejsza powieść, jaką czytałam. Nie jest zwykłą powiastką miłosną, jak się może niektórym zdawać. To utwór o walce, o wytrwałym dążeniu do celu, o pięknych morskich koniach, które równie dobrze określić można potworami. Chciałabym być na miejscu Kate. Wprawdzie nie wiem, czy poradziłabym sobie z niezwykle trudną sytuacją, w jakiej musiała żyć. Jednak jej osobowość, siła, wytrwałość i niezłomność bez wątpienia są godne podziwu. Cieszę się, że natknęłam się na tę książkę i nie zraziła mnie nutka fantastyki, za którą zazwyczaj nie przepadam. Może ta książka otworzyła mi oczy na pewne wartości, może zmieniła coś w moim życiu, może uczyniła mnie lepszym człowiekiem. Im więcej stron czytałam, tym większy żal czułam, że historia dobiega końca. Ale na tym polega magia zawarta między stronami.

Opis
Pobierz (pdf)

PS. Dziękuję blogerce Kamili za nominację do Liebster Blogger Award. Szczegóły tutaj (w drugiej części posta!).

Pozdrawiam i zachęcam do przeczytania! :>

Invis~

niedziela, 10 listopada 2013

„Niepokonany Seabiscuit” (Seabiscuit)

Oparta na faktach historia niezwykłego i niewielkiego konia o wielkim sercu imieniem Seabiscuit. Jest to kolejna recenzja pisana "na zlecenie" blogerki Dreamer..., którą serdecznie pozdrawiam :)

Gatunek: Dramat, sportowy
Produkcja: USA
Premiera: 22 lipca 2003 (świat); 9 stycznia 2004 (Polska)
Reżyseria: Gary Ross
Scenariusz: Gary Ross
Czas trwania: 2h 21min.

Nikomu nie jest rzeczą obcą, że koń wyścigowy musi być silny, szybki, wytrzymały, pięknie prezentujący się i oczywiście wysoki. O ile gniady Seabiscuit posiadał większość pierwszych cech, tak z pewnością nie cechował go wysoki wzrost. Z tego powodu szybko zostaje skazany na porażki i nikt nie przewiduje dla niego sukcesu. Lata udręki i celowych przegranych na treningach czynią gniadosza narowistym. W końcu trafia jednak w dobre ręce. Ręce, które uczynią go czempionem i pokażą, ile naprawdę jest wart. Mimo wielu trudności koń w końcu staje na torze. Wprawdzie nie zawsze wygrywa, ale nie traci serca i ducha. Jego dżokej, Red Pollard, nie jest może najdrobniejszy, ale kocha Seabiscuita. Z czasem wydaje się także, że nie widzi na jedno oko - wszystko z powodu jego burzliwej przeszłości. Kariera Seabiscuita nabiera tempa, aż w końcu ma miejsce długo wyczekiwany pojedynek z niezwyciężonym koniem War Admiral. Niestety, Red ulega poważnej kontuzji nogi podczas jazdy na innym koniu i nie może więcej jeździć. Zamiast niego w pojedynku konia dosiada inny dżokej, George Wolf. Jak można się domyślić, Biscuit wygrywa! Jednak w kolejnym wyścigu nasz czempion zrywa ścięgno i jest to dla niego koniec kariery. Ale czy aby na pewno?
Film ten jest niesamowity. Pokazuje, że każdy zasługuje na szansę, bo każdy może być najlepszy. Nie pozwala na chwile zwątpienia, na utratę nadziei. Seabiscuit i Red wyznają zasadę "Choćby wszyscy w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili...". No i pokazali, i to w jakim stylu. Obaj do końca walczą, nawet przez chwilę nie poddają się i ani myślą, że "mała" kontuzja może być końcem ich istnienia na torze wyścigowym. Skoro pokonali niby niezwyciężonego, wspaniałego konia, to pokonają wszystkie przeszkody. Warto obejrzeć ten film choćby po to, by zobaczyć, że warto żyć i choć życie jest kruche, to my musimy być ze stali. I bez względu na wszystko wciąż gnać przed siebie, słysząc tylko świst szepczącego we włosach wiatru.

Opis 
O samym czempionie przeczytać można również tutaj.



Pojedynek z War Admiralem


Nie dawałam ostatnio nic od siebie, więc macie tutaj mnie na Ornecie, dwa tygodnie temu. Kochany, wysoooki koniś ♥


Pozdrawiam!
Invis~